Mieszkanie mieściło się w dawnej, czynszowej kamienicy, na ostatnim piętrze. Klatka schodowa nie prezentowała się imponująco. W powietrzu czuć było odór kociego moczu, gotowanej kapusty, a może ryby, a może i tego i tego. Lamperia odchodziła całymi płatami, a tam gdzie ściany trzymały się jeszcze kupy, były pomazane prze dzielnicowych graficiarzy, którzy właśnie tutaj postanowili uprawiać swą wątpliwą sztukę. W rogach podestów, pomiędzy pietrami rozłożone były pułapki na myszy, po sufitem natomiast wisiała zasłona pajęczyn.
Po ścianach biegały pająki i pełzało innej maści robactwo. Szyba na trzecim piętrze była wybita. Widok na podwórze był przykry i smutny. Okno wychodziło wprost na kontener ze śmieciami, do którego zresztą niewiele śmieci trafiło. Leżały porozwalane dookoła pojemnika. Obok starł obdarty trzepak, na którym bawiły się dzieci. Placu zabaw z prawdziwego zdarzenia nie było, nie było nawet marnej huśtawki, pozostał tylko trzepak. Mieszkanie nie prezentowało się wcale lepiej niż klatka schodowa.
Copyright @ 2010 Pająki