Intryga była utkana tak dobrze jak sieć pająka. Była bezbłędna i gwarantowała stuprocentowe powodzenie misji. Państwowa Agencja Kosmiczna od dawna była nierentowna, prezydent, który zaciekle bronił jej jestestwa, już wkrótce przez swój idealizm mógł przegrać wybory.
Tym bardziej, że konkurenci naciskali na likwidację agencji. Ta zaś potrzebowała spektakularnego sukcesu. Dysponowała zaś skałą przypominającą meteoryt. Dzięki silnikom wodorowym, zapewniającym niemal czyste spalanie, naukowcy z agencji wytworzyli skorupę obtopieniową, imitującą skorupę, która powstaje na meteorycie podczas jego wchodzenia w atmosferę. Pozostawało zatem umieszczenie „niby” meteoru w lodowcu za kołem podbiegunowym. Tu przysłużył się sprzęt wojskowy, który rozwiercił od spodu lodowiec i umieścił w jego szybie meteor. Wyglądało to tak jakby spoczywał tam minimum kilkaset lat. Teraz trzeba było „przypadkiem” odnaleźć meteor i udowodnić, że gdyby nie dotacje i subwencje rządu, nigdy by do takiego odkrycia nie doszło.
Copyright @ 2010 Pająki